www.dziendobryhello.pl
Cena zależy od tego, czego potrzebujesz. Prosta wizytówka (5-7 podstron) to zupełnie inny projekt niż sklep internetowy z setkami produktów. Na cenę może wpłynąć liczba podstron, potrzeby posiadania sklepu online, integracje z innymi systemami (np. płatności, kurierzy) i to, czy potrzebujesz indywidualnego projektu graficznego, czy korzystasz z gotowego szablonu. Porównaj to do remontu mieszkania – kawalerka i dom jednorodzinny to inna skala prac i budżetu.
Przed wyceną zawsze przeprowadzam krótki wywiad – pytam o cel strony, grupę docelową, zakres funkcji, stanu posiadanych materiałów do publikacji. Dzięki temu wycena jest konkretna, a nie „od–do”. Nie stosuję ukrytych kosztów — jeśli wdrożenie wymaga dodatkowej pracy programistycznej, informuję o tym na starcie.
Prosta wizytówka firmowa to zazwyczaj 1–2 tygodnie. Rozbudowana strona z wieloma podstronami i funkcjami — 4–8 tygodni. Sklep internetowy — od 6 tygodni wzwyż. Największym opóźnieniem jest zwykle oczekiwanie na materiały od klienta — teksty, zdjęcia, logotypy.
Na początku współpracy ustalam harmonogram z konkretnymi datami. Jeśli klient dostarcza materiały w terminie, strona jest gotowa zgodnie z planem lub wcześniej. Od razu mówię, jakie materiały będą potrzebne, żeby nie tracić czasu na wielokrotne dopytywanie.
WordPress to system zarządzania stroną (CMS — Content Management System). Pozwala Ci samodzielnie zmieniać teksty, dodawać zdjęcia i tworzyć nowe podstrony bez znajomości programowania. Jest jak panel sterowania Twojej strony. Obsługuje ponad 40% wszystkich stron na świecie, bo jest darmowy, elastyczny i ma tysiące gotowych dodatków.
Większość stron buduję na WordPressie z Elementorem — wizualnym edytorem, w którym przeciągasz elementy myszką. Po oddaniu strony uczę klienta, jak samodzielnie edytować podstawowe rzeczy, żeby nie musiał płacić za każdą drobną zmianę. Chyba że nie chce.
To automatyczne dopasowanie wyglądu strony do ekranu, na którym jest oglądana — smartfon, tablet, laptop, duży monitor. Ponad 70% Polaków przegląda internet na telefonie. Jeśli Twoja strona nie działa dobrze na telefonie, tracisz większość potencjalnych klientów, zanim zdążą przeczytać pierwsze zdanie.
Każdą stronę testuję na minimum trzech rozdzielczościach ekranu (telefon, tablet, komputer). Sprawdzam, czy przyciski są wystarczająco duże do kliknięcia palcem, czy tekst jest czytelny bez powiększania i czy formularze dają się wygodnie wypełnić na telefonie.
Domena to adres Twojej strony w internecie — np. twojanazwa.pl. To jak numer domu. Hosting to serwer, na którym leżą pliki Twojej strony — to jak działka, na której stoi dom. Bez domeny nikt nie znajdzie Twojej strony, a bez hostingu strona nie ma gdzie „mieszkać”.
Zawsze rekomenduję, aby klient kupował domenę i hosting na swoje dane i na swoje konto. Dzięki temu masz pełną kontrolę — jeśli kiedykolwiek zmienisz wykonawcę, zabierasz ze sobą wszystko. To jeden z najczęstszych błędów, które naprawiam po poprzednich agencjach.
Certyfikat SSL to kłódka widoczna w pasku adresu przeglądarki. Oznacza, że dane przesyłane między użytkownikiem a stroną są zaszyfrowane. Jest obowiązkowy, jeśli na stronie jest formularz kontaktowy, logowanie albo sklep. Bez SSL przeglądarka wyświetla ostrzeżenie „Niezabezpieczona strona”, co odstrasza klientów. Strony bez SSL już na starcie są „gorzej” traktowane przy pozycjonowaniu.
Certyfikat SSL konfiguruję standardowo przy każdym projekcie — to nie jest opcjonalny dodatek. Dbam też o automatyczne odnawianie certyfikatu, żeby strona nie „wygasła” po roku.
Strona wizytówka to pełna strona firmowa z kilkoma podstronami — strona główna, oferta, o firmie, kontakt. Landing page to jedna strona stworzona wyłącznie w jednym celu — np. żeby klient zostawił telefon, zapisał się na kurs albo kupił produkt. Nie ma menu ani rozpraszaczy — wszystko prowadzi do jednego przycisku.
Dla kampanii reklamowych (Google Ads, Facebook) tworzę dedykowane landing page dopasowane do treści reklamy. To zwiększa skuteczność kampanii, bo klient trafia dokładnie na to, czego szukał, a nie na ogólną stronę główną.
Tak — jeśli strona jest zbudowana na systemie CMS (np. WordPress), możesz samodzielnie zmieniać teksty, dodawać zdjęcia, wpisy blogowe czy aktualizować cennik. Nie potrzebujesz do tego wiedzy programistycznej.
Po zakończeniu projektu przeprowadzam krótkie szkolenie — pokazuję, jak zmienić tekst, dodać zdjęcie, opublikować wpis. Klient dostaje też krótką instrukcję na piśmie. Przy bardziej zaawansowanych zmianach jestem dostępny w ramach wsparcia.
UX (User Experience — doświadczenie użytkownika) to projektowanie strony tak, aby klient łatwo znalazł to, czego szuka i wygodnie wykonał działanie — zadzwonił, kupił, wypełnił formularz. Dobry UX to jak dobrze zorganizowany sklep stacjonarny: wchodzisz, od razu widzisz, gdzie co jest i szybko dokonujesz zakupu. Zły UX to labirynt, z którego klient ucieka.
Analizuję, jakie działanie ma wykonać klient (zadzwonić? wypełnić formularz? kupić?), i cały układ strony buduję wokół tego celu. Numer telefonu jest widoczny od razu, formularz — prosty i krótki, a przycisk „Kup” — wyraźny.
Blog nie jest obowiązkowy, ale jest jednym z najpotężniejszych narzędzi do pozyskiwania klientów z Google. Każdy wpis blogowy to osobna szansa na pojawienie się w wynikach wyszukiwania. Jeśli prowadzisz gabinet dentystyczny i napiszesz artykuł „Jak wybrać aparat ortodontyczny”, ludzie szukający tej informacji mogą trafić na Twoją stronę i stać się pacjentami.
Blog wdrażam wtedy, gdy klient jest gotowy regularnie publikować treści. Pomagam dobrać tematy na podstawie tego, czego ludzie faktycznie szukają w Google, i przygotowuję wytyczne do tekstów — żeby były pisane nie tylko dla ludzi, ale i dla algorytmów.
Makieta to szkic strony rysowany przed rozpoczęciem budowy. Pokazuje, gdzie będzie logo, menu, tekst, zdjęcia i przyciski. Nie ma jeszcze kolorów ani zdjęć — to sam szkielet. To jak plan architektoniczny domu — najpierw rysujesz, potem budujesz.
Przy większych projektach zaczynam od makiety. Klient widzi układ strony i może zasugerować zmiany, zanim zainwestuję czas w kodowanie. To oszczędza czas i pieniądze obu stron.
Frontend to wszystko, co widzisz na stronie — kolory, czcionki, zdjęcia, przyciski, animacje. To „twarz” strony. Backend to niewidoczna część — silnik, baza danych, serwer. To „mózg” strony. Kiedy klient klika „Wyślij formularz”, frontend zbiera dane, a backend je przetwarza i wysyła e-mailem do właściciela strony.
Dbam o obie warstwy. Frontend musi być ładny i szybki, a backend — bezpieczny i niezawodny. Regularnie aktualizuję WordPress i wszystkie wtyczki, żeby strona nie była podatna na ataki.
System CMS, motywy i wtyczki powinny być aktualizowane przynajmniej raz w miesiącu. Aktualizacje łatają luki bezpieczeństwa i poprawiają działanie strony. Nieaktualizowana strona to jak niezamknięte drzwi — prędzej czy później ktoś wejdzie.
Oferuję pakiet utrzymania strony, w ramach którego regularnie aktualizuję WordPress, wtyczki i motyw, wykonuję kopie zapasowe i monitoruję, czy strona działa prawidłowo. Klient nie musi o tym pamiętać.
Kopia zapasowa (backup) to zapisany „obraz” całej strony — plików i bazy danych — który można przywrócić w razie awarii, włamania lub przypadkowego usunięcia treści. Bez backupu utrata strony oznacza budowanie jej od zera.
Kopie zapasowe wykonuję automatycznie — codziennie lub cotygodniowo, w zależności od częstotliwości zmian na stronie. Kopie przechowuję w osobnym miejscu (nie na tym samym serwerze), więc nawet w razie poważnej awarii hostingu dane są bezpieczne.
Na utrzymanie składają się: hosting (ok. 200–600 zł/rok), domena (ok. 50–150 zł/rok), certyfikat SSL (często w cenie hostingu) i ewentualnie opieka techniczna. Łącznie minimum to ok. 300–800 zł rocznie za samo „trzymanie włączonych świateł”. Opieka techniczna to osobny koszt — zależny od zakresu.
Przedstawiam klientowi przejrzysty podział kosztów na etapie wyceny. Nie łączę wszystkiego w jedną nieprzejrzystą fakturę — klient wie, ile płaci za hosting, ile za domenę, a ile za moją pracę.
Najczęstsze przyczyny: za duże, niezoptymalizowane zdjęcia, za dużo wtyczek, słaby hosting, brak pamięci podręcznej (cache) i nieoczyszczony kod. Wolna strona to podwójny problem — klienci uciekają, a Google obniża pozycję strony w wynikach wyszukiwania.
Przed oddaniem strony przeprowadzam optymalizację szybkości — kompresuję zdjęcia, konfiguruję cache, minimalizuję kod. Korzystam z narzędzi takich jak Google PageSpeed Insights i GTmetrix, żeby zmierzyć realne czasy ładowania.
WCAG to międzynarodowe wytyczne określające, jak budować stronę, aby mogły z niej korzystać osoby z różnymi ograniczeniami — niedowidzące, niesłyszące, mające problemy z obsługą myszki. Strona zgodna z WCAG ma np. wystarczający kontrast kolorów, opisy przy zdjęciach i możliwość nawigacji klawiaturą.
Podstawowe zasady dostępności stosuję na każdej stronie — odpowiedni kontrast, opisy zdjęć, czytelne czcionki, logiczna struktura nagłówków. Przy projektach dla instytucji publicznych wdrażam pełną zgodność z WCAG 2.1.
Facebook jest ważnym kanałem, ale nie zastępuje własnej strony. Profil na Facebooku nie należy do Ciebie — Facebook może zmienić zasady, ograniczyć zasięgi albo zablokować konto. Klienci szukający usługi w Google nie trafiają na Twojego Facebooka, tylko na strony internetowe. Strona daje Ci pełną kontrolę nad treścią, wyglądem i danymi analitycznymi.
Rekomenduję obie rzeczy — strona jako baza, social media jako wsparcie. Strona pracuje na Ciebie 24/7 w Google, a Facebook pomaga budować relacje z obecnymi klientami.
Staging to kopia Twojej strony, na której testuje się zmiany, zanim zobaczą je klienci. Chcesz zmienić układ strony głównej? Najpierw robisz to na stagingu, sprawdzasz, czy wszystko działa, a dopiero potem publikujesz na „żywej” stronie. Dzięki temu klienci nigdy nie zobaczą rozjechanej, niedziałającej strony.
Przy większych zmianach korzystam ze stagingu. Klient może zobaczyć efekt zmian pod prywatnym adresem i zatwierdzić, zanim opublikuję. Zero niespodzianek.
Jak najmniej pól — im więcej pól do wypełnienia, tym mniej osób go wyśle. Dla większości firm wystarczą: imię, numer telefonu lub e-mail i pole na wiadomość. Jeśli klient musi wypełnić 10 pól, zanim zada proste pytanie, porzuci formularz w połowie.
Domyślnie stawiam na 3–4 pola. Dbam o to, żeby formularz informował klienta, co się stanie po kliknięciu „Wyślij” (np. „Odpowiem w ciągu 24 godzin”) i żeby przyszedł komunikat potwierdzający — zarówno na stronie, jak i automatyczny e-mail. Często jednak sugeruję aby nie używać formularza, jeśli za miesiąc nie będzie miał kto go obsługiwać i odpowiedać na pytania.
SEO (Search Engine Optimization — Optymalizacja pod wyszukiwarki) to zestaw działań, dzięki którym Twoja strona pojawia się wysoko w bezpłatnych wynikach Google. Wyobraź sobie, że Twoja firma stoi przy ruchliwej ulicy — SEO sprawia, że ludzie skręcają właśnie do Ciebie, a nie do konkurencji.
SEO traktuję jako długoterminową inwestycję dla klienta. Na początku robię audyt strony, analizuję konkurencję i ustalam, na jakie frazy warto się pozycjonować. Klient dostaje jasny plan działań, nie magiczne obietnice. Pozycjonowanie się na zbyt ogólne frazy to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Pierwsze widoczne poprawy to zazwyczaj 3–6 miesięcy. Konkurencyjne branże mogą wymagać 6–12 miesięcy. SEO to nie włącznik światła — to sadzenie drzewa. Wymaga pielęgnacji, ale po kilku miesiącach daje stabilne owoce bez płacenia za każde kliknięcie.
Nie obiecuję TOP 1 w tydzień. Ba, nawet nie zachęcam o walkę w tej kategorii.
W pierwszym miesiącu skupiam się na fundamencie technicznym. Efekty raportowane są miesięcznie, z podziałem na: co zostało zrobione i jak przełożyło się na ruch, choć tak naprawdę to lepiej porozmawiać. Niewiele osób czyta raporty, a jeszcze mniej przywiązuje do nich wagę.
Audyt SEO to przegląd techniczny strony, który wskazuje, co przeszkadza jej w zdobywaniu wysokich pozycji. Sprawdza szybkość, strukturę tekstów, błędy techniczne, brakujące opisy i linki. To jak przegląd samochodu — mechanik mówi, co jest zepsute i ile będzie kosztowała naprawa.
Audyt robię na starcie każdej współpracy SEO. Klient dostaje dokument z listą problemów, ich priorytetem i szacowanym wpływem na pozycje. Omawiam wyniki na spotkaniu i tłumaczę, co jest ważne. Jeśli podejmiemy współpracę nie płacisz za audyt.
SEO daje bezpłatne kliknięcia, ale wymaga czasu (miesiące). Efekty utrzymują się długo. Google Ads daje szybsze kliknięcia, ale płacisz za każde z nich. Gdy wyłączysz budżet, ruch znika. Najlepsza strategia to połączenie obu.
Klientom, którzy startują, rekomenduję włączenie SEO i ADS z miesięcznym opóźnieniem. Ads sprowadza ruch praktycznie po pierwszym dniu, ale to nie jest trwały efekt.
Na te, które wpisują Twoi potencjalni klienci. Nie ogólne hasła jak „buty”, ale konkretne frazy z intencją zakupową, np. „sklep z butami do biegania Wrocław”. Dobrze dobrane słowa mają odpowiednią liczbę wyszukiwań, nie za dużą konkurencję i jasny zamiar zakupowy.
Analizuję słowa kluczowe narzędziami i wybieram te z realnymi szansami na efekt. Nie pozycjonuję na frazy, których nikt nie wpisuje, tylko po to, żeby raport wyglądał dobrze.
To tytuł i opis Twojej strony widoczne w wynikach Google przed kliknięciem. Title to niebieski, klikalny nagłówek. Description to szary tekst pod nim. Dobrze napisane meta tagi działają jak reklama — zachęcają do kliknięcia właśnie w Twój wynik.
Dla każdej ważnej podstrony piszę unikalne meta tagi zawierające kluczowe frazy i zachętę do kliknięcia. Nie kopiuję tego samego opisu na wszystkie podstrony.
SEO lokalne to działania, dzięki którym Twoja firma pojawia się w wynikach osobom z Twojego miasta. Jeśli prowadzisz gabinet, warsztat, restaurację, salon — czyli firmę, do której klienci przychodzą osobiście — SEO lokalne jest dla Ciebie kluczowe.
Dla firm lokalnych zaczynam od optymalizacji Profilu Firmy w Google (obecnie Mapy Google) — poprawne kategorie, godziny otwarcia, zdjęcia, regularnie publikowane posty.
Link building to zdobywanie odnośników z innych stron. Każdy link to „głos” potwierdzający wartość Twojej strony. Liczy się jakość, nie ilość — jeden link z poważnego portalu branżowego jest wart więcej niż 100 linków z przypadkowych katalogów.
Stosuję bezpieczne metody — artykuły sponsorowane, wpisy gościnne, współpraca z lokalnymi organizacjami. Nie kupuję masowych pakietów linków z podejrzanych źródeł. Zachęcam do kupowania linków z bezpiecznych miejsc.
Google Search Console to bezpłatne narzędzie od Google pokazujące, jak Google widzi Twoją stronę — na jakie słowa trafiają na nią ludzie, ile razy się wyświetliła i jakie ma błędy techniczne. To Twoje „centrum dowodzenia” widoczności w Google.
Search Console konfiguruję przy każdym projekcie SEO. Klient ma pełen dostęp do swoich danych. Nigdy nie blokuję tego dostępu — dane o Twojej stronie należą do Ciebie.
Indeksacja to proces, w którym Google odkrywa stronę i dodaje ją do wyników wyszukiwania. Bez indeksacji strona nie istnieje w Google. Częste przyczyny braku: strona zablokowana w pliku robots.txt, brak mapy strony, strona zbyt nowa, lub treść zbyt uboga.
Po wdrożeniu strony od razu zgłaszam ją do indeksacji. Sprawdzam, czy żadna podstrona nie jest przypadkowo zablokowana i monitoruję status indeksacji na bieżąco.
Google oficjalnie potwierdza, że szybkość jest czynnikiem rankingowym. Wolna strona to podwójna kara — Google obniża jej pozycję, a ponad 50% internautów opuszcza stronę ładującą się dłużej niż 3 sekundy.
Optymalizacja szybkości jest częścią każdego projektu. Mierzę wyniki w Google PageSpeed Insights i dążę do zielonych wyników, ale nie za wszelką cenę.
To sytuacja, w której dwie podstrony Twojej witryny „walczą” ze sobą o tę samą frazę. Zamiast jedna silna podstrona, Google widzi dwie słabe. To jak dwóch pracowników walczących o tego samego klienta zamiast obsługiwać różnych.
Przy audycie sprawdzam, czy nie dochodzi do kanibalizacji. Jeśli tak — proponuję konsolidację treści lub zmianę strategii słów kluczowych.
Google chce pokazywać strony, które najlepiej odpowiadają na pytanie użytkownika. Strona z jednym zdaniem „Firma XYZ — zadzwoń” nie ma szans, bo Google nie wie, o czym jest i dlaczego miałby ją polecać. Wartościowe, unikalne treści to fundament pozycjonowania.
Pomagam tworzyć treści na stronę — opisy usług, artykuły, sekcje FAQ. Każdy tekst weryfikuję pod kątem SEO: słowa kluczowe, struktura nagłówków, długość, unikalność. Nie kopiuję tekstów z innych stron. Tak, korzystam z pomocy AI.
Google Analytics (GA4) to bezpłatne narzędzie mierzące ruch na stronie — ilu ludzi ją odwiedza, skąd przychodzą, jakie podstrony oglądają i ile czasu spędzają. Dzięki temu wiesz, co działa, a co wymaga poprawy.
GA4 konfiguruję przy każdym projekcie. Dbam o śledzenie konwersji — żeby klient widział nie tylko „ile osób weszło”, ale „ile z nich faktycznie się skontaktowało”.
Profil linków to lista stron linkujących do Twojej witryny. Google sprawdza, czy to wiarygodne, tematycznie powiązane strony, czy spamerskie witryny. Silny profil z dobrych źródeł podnosi autorytet. Słaby profil może go obniżyć.
Regularnie sprawdzam profil linków klientów. Jeśli pojawiają się podejrzane linki, składam wniosek do Google o ich zignorowanie (disavow).
Tak. Te same treści na kilku podstronach lub skopiowane z innej strony powodują, że Google nie wie, którą wersję pokazać — i żadnej nie wyświetla wysoko. To jak złożenie dwóch identycznych CV na to samo stanowisko.
Sprawdzam stronę pod kątem duplikatów. Klientom ze skopiowanymi opisami produktów pomagam napisać unikalne opisy — to jeden z najszybszych sposobów na poprawę pozycji.
Mapa strony to plik z listą wszystkich podstron. Wysyłasz go do Google przez Search Console — jakbyś wręczył listonoszowi spis wszystkich pokoi w budynku. Bez mapy Google znajdzie podstrony, ale z mapą robi to szybciej i pewniej.
Mapę generuję automatycznie i zgłaszam w Google Search Console. Po każdej większej zmianie sprawdzam, czy jest aktualna.
Tak — opinie w Profilu Firmy w Google wpływają na pozycjonowanie lokalne. Firmy z dużą liczbą pozytywnych opinii pojawiają się wyżej w wynikach map. Dodatkowo opinie budują zaufanie — klient chętniej zadzwoni do firmy z 50 opiniami niż bez żadnej.
Pomagam wdrożyć system pozyskiwania opinii — np. SMS z linkiem po wizycie. Nie stosuję fałszywych opinii — to ryzykowne i łatwe do wykrycia.
Core Web Vitals to trzy oficjalne wskaźniki Google mierzące doświadczenie użytkownika: szybkość ładowania głównej treści (LCP), szybkość reakcji na kliknięcie (INP) i stabilność wizualna — czy elementy „skaczą” podczas ładowania (CLS). Google używa ich jako czynnika rankingowego.
Monitoruję Core Web Vitals w Google Search Console i PageSpeed Insights. Jeśli wskaźnik jest na czerwono — szukam przyczyny i naprawiam.
Podstawy — tak. Możesz pisać wartościowe treści, optymalizować meta tagi, dbać o szybkość strony i zbierać opinie. Ale techniczne SEO wymaga specjalistycznej wiedzy i narzędzi. To jak z samochodem — żarówkę wymienisz sam, ale regulację silnika lepiej zlecić mechanikowi.
Chętnie uczę klientów podstaw SEO. Ale część techniczną i strategiczną biorę na siebie, bo wymaga doświadczenia i specjalistycznych narzędzi.
Google Ads to system reklamowy, w którym płacisz za to, by Twoja reklama pojawiła się na górze wyników Google, YouTube, Gmailu lub na tysiącach stron. Ustalasz słowa kluczowe, budżet dzienny i treść reklamy — Google wyświetla ją odpowiednim osobom.
Każdą kampanię zaczynam od analizy — co klient sprzedaje, kto jest jego idealnym klientem i jakie słowa wpisuje w Google. Zanim wydam pierwszą złotówkę, mam plan.
Płacisz za kliknięcie (CPC), a cena zależy od branży. W mało konkurencyjnych branżach to 0,50–2 zł. W branżach jak prawo czy finanse — nawet 10–30 zł. Realistyczny start to 1500–3000 zł/mies. na kliknięcia + wynagrodzenie specjalisty.
Na starcie szacuję koszty kliknięcia w danej branży i mówię, jakiego budżetu potrzeba. Nie biorę się za kampanię z budżetem 300 zł/mies. — wolę powiedzieć to szczerze.
Budżet reklamowy trafia do Google — za kliknięcia. Prowizja specjalisty to wynagrodzenie za konfigurację, optymalizację, pisanie reklam i raportowanie. To jak z mechanikiem — płacisz za części (budżet) i za robociznę (praca specjalisty).
Budżet reklamowy i moje wynagrodzenie to zawsze dwie osobne kwoty. Klient widzi fakturę od Google i osobno moją. Pełna przejrzystość — zero ukrytych marż.
Nie — ale zbyt mały budżet oznacza zbyt mało danych do optymalizacji. Google Ads potrzebuje minimum kilkudziesięciu kliknięć, żeby jego algorytmy nauczyły się, komu wyświetlać reklamy. Przy 10 zł dziennie kampania „nie rozkręci się”.
Proponuję testowy budżet na 2–4 tygodnie. Po analizie danych rekomenduję właściwy budżet, co nie wyklucza kolejnych analiz i korekt.
Wynik Jakości (Quality Score) to ocena Google w skali 1–10. Sprawdza trafność reklamy, jakość strony docelowej i klikalność (CTR). Im wyższy wynik, tym mniej płacisz za kliknięcie i wyżej się wyświetlasz.
Nad Wynikiem Jakości pracuję ciągle — trafne teksty, tematycznie podzielone grupy reklam, szybkie strony docelowe. Tak, tu właśnie SEO ma znaczenie.
Konwersja to działanie po kliknięciu reklamy — telefon, formularz, zakup. Śledzenie konwersji to narzędzia, które to liczą. Bez nich wydajesz pieniądze w ciemno — nie wiesz, co działa.
Śledzenie konwersji ustawiam PRZED uruchomieniem kampanii. Śledzę formularze, telefony i zakupy. Klient widzi liczbę realnych zapytań i ich koszt.
Remarketing to reklamy wyświetlane osobom, które już odwiedziły Twoją stronę, ale nic nie kupiły. Większość ludzi nie kupuje przy pierwszej wizycie — remarketing „przypomina” im o ofercie.
Remarketing ustawiam jako osobną kampanię. Tworzę różne komunikaty w zależności od tego, co klient oglądał na stronie.
CTR (Click-Through Rate) to procent osób, które zobaczyły reklamę i w nią kliknęły. Wysoki CTR = reklama jest trafna i atrakcyjna. Niski CTR = reklama nie trafia do odpowiednich osób lub tekst nie zachęca.
Regularnie testuję różne wersje tekstów (testy A/B), żeby znaleźć te z najwyższym CTR.
Lista haseł, na które reklama ma się NIE wyświetlać. Jeśli sprzedajesz meble na zamówienie, nie chcesz płacić za „meble za darmo” czy „meble IKEA”. Bez wykluczeń duża część budżetu marnuje się na przypadkowe kliknięcia. Jeden z NAJWAŻNIEJSZYCH elementów kampanii.
Listę wykluczeń buduję na starcie i rozbudowuję regularnie, przeglądając raport wyszukiwanych haseł. To jeden z najskuteczniejszych sposobów na oszczędność budżetu.
ROAS (Return On Ad Spend) = przychód z reklam ÷ koszt reklam. Wydałeś 1000 zł i wygenerowałeś 5000 zł sprzedaży? ROAS wynosi 5 (500%). Im wyższy, tym lepiej.
Dla sklepów ROAS jest głównym wskaźnikiem. Dla usług koncentruję się na CPA (koszcie pozyskania zapytania). Zawsze ustalam z klientem, jaki wskaźnik jest najważniejszy.
Wyszukiwarka = tekstowe reklamy dla osób, które właśnie szukają Twojego produktu. GDN (banery) = graficzne reklamy na portalach i w aplikacjach dla osób, które nie szukają aktywnie. Wyszukiwarka = klient przychodzi do Ciebie. Banery = Ty idziesz do klienta.
Zaczynam od wyszukiwarki — tu są klienci gotowi do działania. GDN i remarketing dodaję jako wsparcie.
Reklamy ze zdjęciem produktu, ceną i nazwą sklepu widoczne na górze Google. Tylko dla sklepów internetowych — wymagają katalogu produktów (feed) w Google Merchant Center.
Konfiguruję Merchant Center, przygotowuję feed produktowy i uruchamiam kampanie Shopping. Kluczem jest jakość feedu — poprawne tytuły, opisy, zdjęcia i ceny.
PMax to kampania wyświetlająca reklamy automatycznie we wszystkich kanałach Google jednocześnie — wyszukiwarka, YouTube, Gmail, mapy, strony partnerskie. Oddajesz materiały, a algorytm decyduje, gdzie je wyświetlić. Skuteczne, ale wymaga nadzoru.
PMax stosuję dla sklepów i kampanii lokalnych. Regularnie sprawdzam, czy algorytm nie marnuje budżetu na nieistotne wyszukiwania. PMax bez nadzoru potrafi przepalać pieniądze.
Najważniejsze: koszt (ile wydano), konwersje (ile realnych zapytań/zakupów), CPA (koszt jednego klienta), ROAS (zwrot z wydatków). Sama liczba kliknięć bez konwersji to bezwartościowa informacja.
Raporty przygotowuję w zrozumiałej formie — podsumowanie: ile wydano, ile klientów pozyskano, ile kosztował każdy klient i co planuję poprawić. Tylko na życzenie, bo wiele osób tego nie czyta, a to czas wliczony w koszty obsługi, więc można lepiej go spozytkować.
To normalne. Google nie wyświetla reklamy za każdym razem — zależy to od budżetu, stawek, pory dnia i lokalizacji. Co więcej — jeśli wielokrotnie szukasz reklamy i nie klikasz, Google „uczy się”, że Cię nie interesuje, i przestaje ją pokazywać.
Proszę klientów, żeby NIE szukali swoich reklam — to psuje dane. Zamiast tego pokazuję w raporcie udział w wyświetleniach (aukcje) — obiektywną miarę widoczności. Często bywa tak, że klient znajdzie się w grupie osób wykluczonych z reklamy.
Maksymalna kwota na reklamy w ciągu dnia. Google może wydać do 200% budżetu w danym dniu, ale w skali miesiąca nie przekroczy sumy 30,4 × budżet dzienny. Budżet możesz zmienić w dowolnym momencie.
Budżet ustalamy wspólnie. Jeśli kampania przynosi dobre wyniki — rekomenduję zwiększenie. Jeśli wyniki się pogarszają — szukam przyczyny zamiast zwiększać wydatki.
Dodatkowe informacje przy reklamie — telefon, adres, linki do podstron, dodatkowe linie tekstu. Zwiększają rozmiar reklamy na ekranie i dają więcej powodów do kliknięcia — a przy tym nie kosztują ekstra.
Zawsze dodaję pełen zestaw — linki, objaśnienia, telefon, lokalizację. To darmowy sposób na zwiększenie klikalności i widoczności.
Google przeprowadza aukcję za każdym wyszukiwaniem. Nie wygrywa ten, kto płaci najwięcej — wygrywa najlepsza kombinacja stawki i Wyniku Jakości. Mała firma z dobrą kampanią może wygrywać z korporacją.
Nie ścigam się na stawki. Inwestuję w jakość reklam i stron docelowych — to pozwala płacić mniej i wyświetlać się wyżej niż konkurencja z większym budżetem.
Narzędzie do zarządzania kodami śledzącymi na stronie (Analytics, Ads, Facebook Pixel) bez angażowania programisty. Zamiast wklejać kody w plikach strony, dodajesz je w jednym panelu — „centrum dowodzenia” wszystkimi kodami.
GTM konfiguruję na każdej stronie klienta. Śledzenie konwersji, remarketingu i analityki w jednym miejscu, łatwe do zarządzania i niespowalniające strony.
Jeśli Twój budżet na reklamy przekracza 1000 zł/mies. — zdecydowanie warto. Samodzielna obsługa bez doświadczenia prowadzi do typowych błędów: za szerokie słowa, brak wykluczeń, złe śledzenie konwersji. Specjalista potrafi z tego samego budżetu wyciągnąć 2–3 razy więcej zapytań.
Rozliczam się transparentnie — klient widzi koszt mojej pracy i liczbę pozyskanych zapytań.
Konsultanci Google to największa zmora osób zajmujących się kampaniami w imieniu klienta. Korzystałem nie raz z ich pomocy i wniosek jest jeden. Jest tylko drożej, Może w dwóch przypadkach faktycznie wykazali się wiedzą techniczną, ale generalnie unikam kontaktu.
Zalecenia od Google są tylko zaleceniami i ich wdrożenie nie gwarantuje niczego poza zwiększonym budżetem.
Bazuję na tym co widzę, swoim doświadczeniu i informacjach publikowanych na dedykowanych forach.
Rynek agencji marketingowych jest ogromny i niestety nie wszystkie firmy działają uczciwie. Oto najczęstsze „haczyki” w umowach i praktykach, na które musisz zwrócić uwagę, zanim podpiszesz umowę i wydasz pieniądze.
Nikt nie może zagwarantować TOP 1 w Google. Algorytm jest tajemnicą handlową i zmienia się setki razy w roku. Agencja obiecująca TOP 1 często pozycjonuje na bezwartościowe frazy, których nikt nie wyszukuje.
Pytaj, na jakie konkretnie frazy zamierzają Cię pozycjonować i ile osób miesięcznie szuka tych fraz.
Jeśli agencja dowozi wyniki, sama obroni swoją pracę. Długie umowy z karami za wcześniejsze zerwanie służą uwiązaniu klienta, nawet gdy efektów brak.
Pozornie uczciwy układ. W praktyce agencja wybiera łatwe frazy, na które wchodzi bez wysiłku, ale które nie przynoszą klientów — i pobiera za to opłatę.
Konto reklamowe i dane analityczne to TWOJA własność. Agencja bez transparentności prawdopodobnie ukrywa koszty kliknięć lub błędy w kampanii.
Po zakończeniu współpracy agencja może zablokować Twoją stronę lub żądać pieniędzy za „oddanie” tego, co powinno być Twoje od początku.
Domenę, hosting i wizytówkę Google ZAWSZE kupuj na własne dane. Agencji daj jedynie dostęp do zarządzania, nie prawo własności.
Jeśli nie zgłosisz rezygnacji na 3 miesiące przed końcem, umowa przedłuża się na kolejny rok. Wielu klientów dowiaduje się za późno.
To się w głowie nie mieści, ale istnieją firmy, które wprowadzają do umowy zapis zmuszający Cię do natychmiastowego wdrożenia zaleceń pod groźbą utraty gwarancji lub kary. Agencja zrzuca odpowiedzialność na Ciebie.
Uczciwa agencja mówi: „bez zaleceń efekty mogą być mniejsze” — ale nie karze finansowo.
Jedna faktura na 5000 zł bez podziału na budżet Google i prowizję agencji. W skrajnych przypadkach agencja bierze 60–70% jako marżę.
Jeśli od razu przystępuje do „działania” bez wywiadu, bez analizy konkurencji — będzie lecieć na autopilocie. Szablon ten sam dla każdego = słabe efekty.
Jeśli ktoś mówi, że po tygodniu będziesz na pierwszej stronie dzięki SEO — albo nie wie jak działa SEO, albo celowo wprowadza w błąd. SEO to minimum 3–6 miesięcy. Natychmiastowe efekty daje tylko Google Ads.
Bardzo często możesz kupić usługę budowy strony za niewielkie pieniądze. Tylko pozornie jest to oszczędność, bo firmy z tak małym zyskiem nie przetrwają długo na rynku. W momencie kiedy będziesz chcieć wprowadzić zmiany mogą się pojawić dodatkowe koszty za czas jaki jest potrzebny na zrozumienie intencji i działań autora. W skrajnych przypadkach, które jednak się zdarzają, możesz utracić nawet dostęp do domeny.
Nie wpłacaj żadnych zaliczek i omijaj firmy, które je żądają, Są już setki historii do przeczytania w internecie o pobraniu zaliczki i wyparowaniu firmy. Umawiaj się na transze lub na całość, jeśli to praca ma krótki termin wykonania.
Powiadomienia
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce. Polityka Prywatności
The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.