www.dziendobryhello.pl

Reprezentuję Twój biznes w ADS i SEO, oraz buduję i pozycjonuję Twój wizerunek w sieci.

Robię reklamy w Google, pozycjonuję strony, buduję je od zera i ustawiam analitykę. Brzmi jak każdy freelancer w internecie? Może. Ale ja Ci jeszcze pokażę, co z tego wyszło.

Google Ads SEO Strony www Analityka

Robię cztery rzeczy. I robię je dobrze.

Mógłbym napisać, że jestem „agencją 360°” i robię wszystko od logo po TikToka. Ale wolę być z Tobą szczery — skupiam się na czterech rzeczach, które naprawdę umiem, i które decydują o sukcesie biznesu. 

Google Ads

Ustawiam kampanie tak, żeby przynosiły klientów — nie tylko kliknięcia w raporcie. Search, Shopping, Performance Max — każda złotówka pod kontrolą.

SEO / Pozycjonowanie

Buduję widoczność w Google, która rośnie z miesiąca na miesiąc. Bez sztuczek, bez kupowania linków na lewo — po prostu solidna robota.

Strony internetowe

Stawiam strony na WordPressie, które ładują się szybko, wyglądają dobrze i — co najważniejsze — Ty sam je potem edytujesz bez dzwonienia do mnie.

Analityka internetowa

Ustawiam GA4, Tag Managera i śledzenie konwersji. Żebyś wiedział, co Ci przynosi klientów, a co przepala budżet. Proste.

Prościej niż myślisz. Trzy kroki.

Żadnych briefów na 10 stron, żadnych prezentacji, których nikt nie czyta. Gadamy, ja robię, Ty widzisz efekty.

1

Gadamy

Dzwonisz albo piszesz. Opowiadasz mi o firmie, klientach, o tym, co Cię boli. Ja słucham i zadaję pytania. Żadnych formularzy — po prostu normalna rozmowa.

2

Planuję

Na podstawie tego, co mi powiesz, przygotowuję plan — co robimy, za ile i w jakiej kolejności. Dostajesz go zanim ruszę, żebyś wiedział, na co się piszesz.

3

Robię i raportuję

Robię to, co ustaliliśmy. Optymalizuję. A potem wysyłam Ci raport, z którego rozumiesz co działa, ile to kosztowało i co dalej. Bez ściemy.

Kilka przykładów, żebyś nie musiał wierzyć mi na słowo.

Sklep z meblami ogrodowymi

Przyszedł do mnie z budżetem 3 tys. miesięcznie i ROAS-em poniżej 3. Po trzech miesiącach wydajemy tyle samo, a ROAS skoczył do 8.4.

Google AdsPerformance MaxROAS 8.4×

Kancelaria prawna

Strona nie była widoczna nawet na „kancelaria + nazwa miasta". Po pół roku — top 10 na 40+ fraz i stabilne zapytania z Google.

SEOAudytContentTop 10

Firma budowlana

Stara strona ładowała się 8 sekund. Postawiłem nową na WordPressie — szybka, przejrzysta, z formularzem, który wreszcie działa.

WordPressGA4 + GTMRedesign

Zanim się zdecydujesz — poczytaj.

To pytania, które słyszę najczęściej. Odpowiadam na nie tak, jak odpowiedziałbym Ci przy kawie — szczerze i bez marketingowego bełkotu.

To zależy. Wizytówka firmowa to zupełnie inny budżet niż sklep z tysiącem produktów. Ale powiem Ci tak — zawsze podaję cenę przed startem, rozpisaną na elementy, żebyś widział za co płacisz. Żadnych „zobaczymy po drodze".

Jak to wygląda u mnie: Dostajesz wycenę przed startem. Rozpisaną na elementy. Żadnych niespodzianek w trakcie. Jeśli coś się zmieni — gadamy o tym wcześniej.

Wizytówka — 2-3 tygodnie. Większy projekt, z wieloma podstronami, formularzami, integracjami — 4 do 8 tygodni. Mógłbym powiedzieć „zależy", ale tak naprawdę chodzi o to, ile treści i materiałów masz gotowych. Jeśli masz wszystko pod ręką, robimy szybciej.

Jak to wygląda u mnie: Na starcie ustalamy harmonogram z datą odbioru. Ja się jej trzymam. Jeśli widzę, że coś się opóźnia — mówię od razu, nie dzień przed deadline'em.

WordPress + Elementor. Wiem, że to nie brzmi sexy, ale to sprawdzone narzędzia, z którymi pracuje pół internetu. A co najważniejsze — Ty sam potem edytujesz stronę bez mojej pomocy. Dodajesz zdjęcia, zmieniasz tekst, publikujesz wpis na bloga. Normalnie.

Jak to wygląda u mnie: Po oddaniu strony dostajesz szkolenie — nagranie ekranu, na którym pokazuję jak co edytować. I tyle, dajesz radę sam.

Tak. I nie mówię tego, żeby dobrze brzmiało. Optymalizuję obrazy, wybieram lekki hosting, ograniczam wtyczki do minimum. Cel to poniżej 3 sekund ładowania — i to na telefonie, nie na Twojej stacji roboczej z kablem gigabitowym.

Jak to wygląda u mnie: Przed oddaniem testuję stronę w PageSpeed Insights i GTmetrix. Pokazuję Ci wyniki. Nie oddaję czegoś, z czego sam bym nie był zadowolony.

To jest w ogóle podstawa tego, jak pracuję. Nie chcę, żebyś do mnie dzwonił za każdym razem, gdy trzeba zmienić numer telefonu. WordPress z Elementorem to edytor wizualny — klikasz, zmieniasz, zapisujesz. Po oddaniu przechodzę z Tobą przez to krok po kroku.

Mogę to ogarnąć za Ciebie — ale domena i hosting są na Ciebie. To ważne: jeśli kiedyś zdecydujesz się zmienić wykonawcę, Twoja strona jest Twoja. Żadnego „ale serwer jest nasz, musisz się wykupić". Nie gram w takie gry.

Jak to wygląda u mnie: Wszystko — domena, hosting, konta — jest na Ciebie. Ja mam dostęp, ale właścicielem jesteś Ty. Zawsze.

Tak, na WooCommerce. Ale szczerze? Jeśli planujesz sklep z tysiącami produktów i zaawansowaną logistyką, to mogę nie być najlepszym wyborem — i powiem Ci to wprost. Do małych i średnich sklepów — jak najbardziej.

Standardowo nie — bo najlepsze teksty to te, w których słychać Ciebie, nie mnie. Ale jeśli potrzebujesz pomocy, mogę je napisać lub znaleźć kogoś, kto to zrobi dobrze. Ważne, żeby nie stały puste.

Przez pierwszy miesiąc po oddaniu — poprawki wliczone, nie dopłacasz. Później możemy umówić się na stały opiekuński pakiet albo po prostu dzwonisz, gdy coś trzeba naprawić. Nie zostawiam ludzi na lodzie.

Jak to wygląda u mnie: Robię regularne backupy, aktualizuję wtyczki, monitoruję uptime. Jeśli coś padnie — reaguję, zanim Ty to zauważysz.

Jasne. Najpierw patrzę na to, co masz — czasem wystarczy odświeżenie, a czasem lepiej zacząć od zera. Powiem Ci szczerze, co się opłaca. Nie będę Cię namawiał na nową stronę, jeśli wystarczy poprawić obecną.

W skrócie — to znaczy, że Twoja strona wygląda dobrze i działa prawidłowo na każdym urządzeniu. Telefon, tablet, laptop, duży monitor — strona się dopasowuje. Dzisiaj ponad 70% ludzi ogląda strony na telefonie. Jeśli Twoja strona na telefonie wygląda jak zmiażdżona wersja desktopowa — tracisz klientów.

Jak to wygląda u mnie: Każdą stronę buduję „mobile first" — zaczynam od wersji mobilnej i dopiero potem rozszerzam na większe ekrany. Testuję na prawdziwych urządzeniach, nie tylko w symulatorze.

SSL to ten kłódkowy symbol przy adresie strony — oznacza, że połączenie jest szyfrowane. Bez niego przeglądarki pokazują ostrzeżenie „ta strona nie jest bezpieczna", Google obniża Ci pozycję, a ludzie po prostu uciekają. Tak, potrzebujesz go. I zazwyczaj jest za darmo w pakiecie z hostingiem.

Strona wizytówka to Twoja obecność w internecie — kilka podstron, informacje o firmie, usługi, kontakt. Landing page to jedna strona z jednym celem — np. zbieranie zapytań z reklamy Google Ads. Wizytówka buduje wizerunek, landing page zbiera leady. Często potrzebujesz obu.

UX to „User Experience" — czyli to, jak użytkownik czuje się na Twojej stronie. Czy łatwo znajduje to, czego szuka? Czy formularz kontaktowy nie jest schowany na dole piątej podstrony? Czy na telefonie da się kliknąć przycisk bez celowania palcem? Dobry UX = więcej zapytań. Zły UX = ludzie wychodzą po 5 sekundach.

Jak to wygląda u mnie: Każdą stronę projektuję z myślą o konkretnym celu — zapytanie, telefon, zakup. Przycisk CTA w dobrym miejscu, formularz prosty jak budowa cepa, ścieżka użytkownika bez niespodzianek.

Nie każda. Ale jeśli zależy Ci na widoczności w Google — blog to jedno z najlepszych narzędzi. Regularne treści na tematy, które ludzie wpisują w wyszukiwarkę, budują ruch organiczny. Nie musisz pisać co tydzień — nawet 2 dobre artykuły miesięcznie robią różnicę. Ważne, żeby pisać o tym, czego ludzie szukają, a nie o tym, co Ty chcesz powiedzieć.

Makieta to taki szkic strony — pokazuje układ elementów, sekcje, gdzie jest nagłówek, gdzie zdjęcie, gdzie przycisk. Bez kolorów, bez grafiki — czysta struktura. To etap, na którym ustalamy, co gdzie ma być, zanim zacznę budować. Dzięki temu nie obudzisz się z gotową stroną, która wygląda inaczej, niż sobie wyobrażałeś.

Frontend to wszystko, co widzisz — kolory, przyciski, animacje, tekst. Backend to silnik pod spodem — baza danych, logika, formularze, które wysyłają maile. Prosta analogia: frontend to wnętrze restauracji, backend to kuchnia. Ty widzisz ładny lokal, ale żarcie robi się z tyłu. Ja ogarniam obie strony.

WordPress i wtyczki wymagają aktualizacji mniej więcej raz w miesiącu. To kwestia bezpieczeństwa — nieaktualizowana strona to zaproszenie dla hakerów. Treści? To zależy od Ciebie — ale przynajmniej raz na kwartał warto odświeżyć informacje, ceny, zdjęcia. Google lubi strony, które żyją.

Jak to wygląda u mnie: Jeśli mamy pakiet opieki — aktualizuję sam, w tle. Jeśli nie — pokazuję Ci jak to robić samodzielnie. Jedno kliknięcie, nic skomplikowanego.

Kopia zapasowa to „zapisany stan" Twojej strony. Jeśli coś się zepsuje — aktualizacja, włamanie, przypadkowe usunięcie — przywracam stronę z kopii i po 5 minutach wszystko wraca do normy. Bez kopii? Budujesz od zera. Poważnie, backup to ubezpieczenie — nie potrzebujesz go, dopóki nagle bardzo go potrzebujesz.

Jak to wygląda u mnie: Ustawiam automatyczne kopie zapasowe — codzienne. Trzymam je na zewnętrznym serwerze, nie na tym samym hostingu co strona. Jeśli coś padnie, przywracam w minuty.

Sam hosting + domena to jakieś 300–600 zł rocznie, zależy od usługodawcy. Jeśli chcesz, żebym się opiekował stroną — aktualizacje, backupy, drobne zmiany — dochodzi pakiet opieki. Nie jest drogi, a daje spokój głowy. Łącznie? Utrzymanie prostej strony to rzędu 1000–2000 zł rocznie. To mniej niż jedno zlecenie od klienta, którego ta strona Ci przyprowadzi.

WCAG to wytyczne, które mówią, jak zrobić stronę dostępną dla osób z niepełnosprawnościami — np. niewidomych, słabowidzących, osób korzystających z klawiatury zamiast myszki. Odpowiedni kontrast kolorów, opisy obrazków, czytelna struktura. Poza tym — w 2025 roku to w wielu przypadkach wymóg prawny, nie tylko dobra praktyka.

Tak, zdecydowanie. Facebook to nie Twój. Algorytm decyduje, kto widzi Twoje posty — i coraz mniej osób je widzi za darmo. Strona to Twoja własność, Twój adres w internecie, Twoje zasady. Poza tym — ludzie, którzy szukają usług w Google, trafiają na strony, nie na Facebooka. A do tego — spróbuj pozycjonować profil na Facebooku. Nie da się.

Staging to kopia Twojej strony, na której testuję zmiany, zanim trafią na żywą wersję. Nowy układ, nowa wtyczka, duża aktualizacja — wszystko sprawdzam najpierw na staging, żebyś nie zobaczył zepsutej strony. To tak jak próba generalna przed premierą — lepiej, żeby coś się wysypało za kulisami, nie przed publicznością.

Minimum: imię, email, wiadomość. Dodaj temat (np. dropdown z usługami) — to pomaga Ci od razu wiedzieć, o co chodzi. Nie dawaj 15 pól — nikt tego nie wypełni. Formularz ma być tak prosty, żeby ktoś mógł go wysłać z telefonu jedną ręką, stojąc w kolejce po kawę. I koniecznie — potwierdzenie wysłania. „Dzięki, odezwę się w ciągu dnia" — tyle wystarczy.

Szczerze? Minimum 3 miesiące, żeby zobaczyć pierwsze ruch. Porządne wyniki — pół roku do roku. Wiem, że to nie brzmi ekscytująco, ale każdy, kto obiecuje Ci wyniki w miesiąc, albo kłamie, albo robi coś, za co Google Cię ukarze.

Jak to wygląda u mnie: Co miesiąc dostajesz raport — pozycje, ruch, co zrobiłem i co planuję. Widzisz postęp, nawet kiedy jeszcze nie jesteś na pierwszej stronie.

Zależy od konkurencji w Twojej branży i od tego, jak dużo trzeba naprawić na start. Ale nie sprzedaję „pakietów" z cennika. Patrzę na Twoją sytuację i mówię konkretnie — tyle trzeba, tyle to będzie kosztować, tyle czasu zajmie.

Jak to wygląda u mnie: Zanim cokolwiek ustalimy, robię darmową analizę. Tak — za darmo. Żebyś wiedział, czy w ogóle warto i czego się spodziewać. Nie zobowiązujesz się do niczego.

Nie. I uciekaj od każdego, kto gwarantuje. Serio. Google nie sprzedaje pozycji, nie da się ich „zagwarantować". Mogę Ci zagwarantować, że zrobię wszystko zgodnie ze sztuką i że będziesz widział, co robię. Ale pozycja 1 — to zależy od Google, nie ode mnie.

Pełny pakiet: audyt techniczny, optymalizację strony, treści pod frazy, link building (taki normalny, nie spamerski), monitoring pozycji. Plus raport co miesiąc, żebyś nie musiał zgadywać, co się dzieje.

Jak to wygląda u mnie: Nie robię rzeczy w stylu „działania SEO" bez wyjaśnienia co to jest. Każda czynność jest opisana — wiesz co, po co i kiedy.

Nie. Google Ads to płatne reklamy — płacisz za kliknięcie, wyniki masz od razu. SEO to widoczność organiczna — nie płacisz za kliknięcie, ale efekty potrzebują czasu. Najlepiej działają razem, ale nie musisz robić obu na raz.

Najlepiej od razu. Poważnie. Każdy miesiąc bez optymalizacji to miesiąc, w którym Twoja konkurencja buduje przewagę. Im wcześniej zaczniesz, tym szybciej zacznie to procentować.

Tak, i pierwszy jest za darmo. Sprawdzam technikalia, treści, linki, szybkość — cały obraz. Dostajesz dokument z konkretną listą: co naprawić, w jakiej kolejności i dlaczego. Zero „lorem ipsum", same konkrety.

Możesz, jeśli ktoś to zrobi nieumiejętnie. Właśnie dlatego redesign strony warto robić z kimś, kto ogarnia SEO. Przekierowania, struktura URL-i, meta tagi — to trzeba zaplanować, nie zgadywać.

Jak to wygląda u mnie: Przy każdej migracji robię plan przekierowań i checklistę SEO. Monitoruję pozycje przed i po. Jeśli coś spadnie — reaguję od razu.

Piszę treści pod SEO — opisy usług, artykuły blogowe, strony kategorii. Nie jestem copywriterem z literackim zacięciem, ale wiem, jak pisać, żeby Google to zrozumiał i żeby człowiek chciał to czytać.

Tak. Nie wiążę ludzi umowami na rok. Pracujemy, dopóki widzisz efekty i ma to sens. Jeśli stwierdzisz, że chcesz przestać — żadnych kar, żadnych pułapek. Jedyne, o co proszę, to miesiąc wypowiedzenia, żebym mógł posprzątać.

SEO to skrót od „Search Engine Optimization" — optymalizacja pod wyszukiwarki. W praktyce chodzi o to, żeby Twoja strona pojawiała się wysoko w Google, kiedy ktoś szuka tego, co oferujesz. Dlaczego to ważne? Bo ludzie klikają w pierwszych kilka wyników. Jeśli jesteś na stronie 3 — nie istniejesz. A ruch z Google jest darmowy — nie płacisz za kliknięcie jak w reklamach.

Na takie, które Twoi klienci wpisują, kiedy szukają tego, co sprzedajesz. Nie na takie, które brzmią ładnie w prezentacji. Robię analizę fraz — sprawdzam, ile osób czego szuka, jaka jest konkurencja i gdzie masz realną szansę wskoczyć. Lepiej być na 1. miejscu na frazę, którą szuka 500 osób, niż na 50. miejscu na frazę z 50 tysiącami wyszukiwań.

Jak to wygląda u mnie: Dostajesz listę fraz z danymi — wolumen, trudność, intencja. Razem wybieramy te, które mają sens. Żadnego zgadywania.

To teksty, które widzisz w wynikach Google — niebieski nagłówek i szary opis pod spodem. Title mówi Google i użytkownikowi, o czym jest strona. Description zachęca do kliknięcia. Dobrze napisane meta tagi potrafią podwoić liczbę kliknięć z tego samego miejsca w rankingu. Większość stron ma je źle ustawione albo nie ma ich wcale.

Jeśli prowadzisz firmę, która obsługuje klientów w konkretnym mieście lub regionie — tak, jest dla Ciebie. SEO lokalne to pozycjonowanie na frazy typu „dentysta Wodzisław Śląski" czy „hydraulik Rybnik". Obejmuje optymalizację Profilu Firmy w Google (dawniej Google Moja Firma), lokalne treści na stronie i zbieranie opinii. Efekt? Pokazujesz się w mapce i w lokalnych wynikach — tam, gdzie ludzie szukają usług blisko siebie.

Link building to zdobywanie linków z innych stron do Twojej. Google traktuje linki jak rekomendacje — im więcej dobrych stron na Ciebie wskazuje, tym wyżej Cię stawia. Ale uwaga — „dobry" link to taki z porządnego serwisu, nie z katalogu stron z 2008. Spamerskie linki mogą Ci zaszkodzić. Robię to bezpiecznie, z głową, żebyś nie obudził się z karą od Google.

Search Console to darmowe narzędzie od Google, które pokazuje, jak Google widzi Twoją stronę. Jakie frazy przynoszą ruch, czy strona ma błędy techniczne, czy wszystkie podstrony są zindeksowane. To takie „okno do głowy Google". Powinieneś mieć do niego dostęp — to Twoja strona, Twoje dane. Jeśli go nie masz, zakładam go w 5 minut.

Indeksacja to proces, w którym Google „czyta" Twoją stronę i dodaje ją do swojej bazy. Jeśli strona nie jest zindeksowana — po prostu nie istnieje w wynikach wyszukiwania. Dlaczego Google jej nie widzi? Możliwe przyczyny: blokada w pliku robots.txt, brak mapy strony, błędy techniczne, strona zbyt nowa. Sprawdzam to w Search Console i naprawiam.

Szybkość ładowania to jeden z czynników rankingowych Google. Wolna strona = niższe pozycje + ludzie uciekają, zanim zobaczą treść. Na telefonie to szczególnie ważne — jeśli strona ładuje się dłużej niż 3 sekundy, połowa użytkowników zamyka kartę. Optymalizuję obrazy, kod i hosting, żeby Twoja strona była szybka jak powinno być.

To sytuacja, gdy dwie podstrony na Twojej stronie konkurują o to samo słowo kluczowe. Google nie wie, którą pokazać — i często nie pokazuje żadnej dobrze. To tak, jakbyś wysłał dwóch sprzedawców do tego samego klienta i powiedzieli mu dwie różne rzeczy. Naprawiam to przez konsolidację treści — jedna mocna strona zamiast dwóch słabych.

Google Analytics (GA4) to darmowe narzędzie, które pokazuje, co się dzieje na Twojej stronie. Ile osób ją odwiedza, skąd przychodzą (Google, reklamy, social media), co robią na stronie i czy zamieniają się w klientów. Bez tego strzelasz na ślepo — wydajesz pieniądze na marketing i nie wiesz, co działa. Ustawiam to porządnie, żebyś widział konkrety, nie ścianę wykresów.

Profil linków to zbiór wszystkich stron, które linkują do Twojej. Google patrzy na to jak na Twoją reputację w internecie. Jeśli linkują do Ciebie porządne serwisy branżowe — jesteś wiarygodny. Jeśli linkują spamerskie katalogi i strony z Rosji — jest źle. Sprawdzam Twój profil linków na starcie i pilnuję, żeby rósł we właściwym kierunku.

Tak. Jeśli masz te same teksty na kilku podstronach, Google nie wie, którą pokazać — i często nie pokazuje żadnej dobrze. To nie jest „kara" — to raczej dezorientacja algorytmu. Również kopiowanie treści z innych stron to zły pomysł. Unikalne treści = lepsza widoczność. Proste.

Sitemap to plik, który mówi Google: „Hej, oto lista wszystkich stron na mojej witrynie — przejrzyj je". To taki spis treści dla wyszukiwarki. Nie gwarantuje indeksacji, ale pomaga — zwłaszcza przy większych stronach, nowych podstronach albo gdy strona ma słabą strukturę linków wewnętrznych. Generuję go automatycznie i zgłaszam w Search Console.

Tak, szczególnie na lokalne SEO. Google bierze pod uwagę liczbę opinii, średnią ocenę i to, czy odpowiadasz na recenzje. Firma z 50 opiniami i oceną 4.8 będzie wyżej w mapce niż firma z 3 opiniami. Zachęcaj klientów do zostawiania opinii — i zawsze na nie odpowiadaj, nawet na te negatywne. Google to widzi.

To zestaw trzech wskaźników od Google, które mierzą, jak Twoja strona „czuje się" z perspektywy użytkownika. Jak szybko się ładuje (LCP), jak szybko reaguje na kliknięcie (INP) i czy elementy nie przeskakują po załadowaniu (CLS). Google oficjalnie traktuje je jako czynnik rankingowy. Sprawdzam je w PageSpeed Insights i naprawiam, jeśli wypadają źle.

Możesz — w teorii. Ale w praktyce to jak sam sobie naprawianie auta. Proste rzeczy — jasne, zmienisz żarówkę. Ale audyt techniczny, strategia fraz, link building, optymalizacja treści — to wymaga doświadczenia i narzędzi. Jeśli masz czas i chęci, mogę Cię nauczyć podstaw. Ale jeśli prowadzisz firmę i chcesz się skupić na biznesie — lepiej to oddelegować.

Zależy od branży. W niektórych wystarczy 1500 zł miesięcznie, w innych sensowne wyniki zaczynają się od 5 tys. Nie każe Ci wydawać więcej niż trzeba — bo to Twoje pieniądze, nie moje. Na starcie powiem Ci wprost, jaki budżet daje szansę na efekty.

Jak to wygląda u mnie: Moje wynagrodzenie jest osobno od budżetu reklamowego. Widzisz osobno co idzie do Google, a co do mnie. Przejrzyście.

Pierwsze kliknięcia i zapytania — w ciągu kilku dni od startu. Ale „wyniki" w sensie optymalnie działająca kampania — daj mi 2-4 tygodnie na zebranie danych i doszlifowanie. Google Ads to nie włącznik — to proces.

ROAS to „Return on Ad Spend" — mówi Ci, ile zarobiłeś na każdej złotówce wydanej na reklamę. Jeśli ROAS wynosi 5, to za każde wydane 100 zł wróciło 500 zł. To jedyny wskaźnik, który naprawdę mówi, czy reklama się opłaca. Reszta to ozdobniki.

Jak to wygląda u mnie: Skupiam się na ROAS i koszcie pozyskania klienta (CPA). Nie na kliknięciach, nie na wyświetleniach. Na tym, co realnie wpływa na Twój biznes.

Technicznie — nie, bo są formaty typu Lead Form. Ale praktycznie — tak, bo bez porządnej strony nawet najlepsza reklama traci połowę skuteczności. Jeśli Twoja strona jest słaba, najpierw ją naprawmy — inaczej przepalimy budżet.

Search (reklamy w wyszukiwarce), Shopping (produktowe), Performance Max i remarketing. Nie robię YouTube'owych kampanii zasięgowych ani „budowania świadomości marki" — bo nie umiem obiecywać wyników, których nie da się zmierzyć.

Ty. Zawsze. Konto jest Twoje, kampanie są Twoje, dane są Twoje. Ja mam dostęp jako zarządzający — mogę wszystko ustawiać i optymalizować, ale jeśli kiedykolwiek chcesz zmienić wykonawcę, po prostu usuwasz mi dostęp. Bez szantażu.

Jak to wygląda u mnie: Jeśli jeszcze nie masz konta — zakładamy je na Twoje dane. Żadnych „to konto jest nasze, musisz zaczynać od zera". Twój biznes, Twoje konto.

Oczywiście. Masz dostęp do konta, do Looker Studio z dashboardem, do wszystkiego. Nie ukrywam danych. Jeśli chcesz sprawdzić coś o 3 w nocy — proszę bardzo.

Wtedy szukam przyczyny, nie wymówek. Może strona nie konwertuje. Może frazy są źle dobrane. Może budżet jest za niski na tę branżę. Mówię Ci, co widzę — i co proponuję zmienić. Jeśli nie da się tego naprawić w rozsądnym czasie, powiem Ci to wprost.

Nie. I mógłbym, ale wolę robić dobrze to, co robię, niż średnio wszystko. Jeśli potrzebujesz kampanii na Facebooku — mogę polecić kogoś, komu ufam. Ale Google Ads — to moja działka.

Co miesiąc dostajesz raport z konkretnymi liczbami: ile wydane, ile konwersji, jaki ROAS, co zmieniłem i co planuję. Nie 30-stronicowy PDF z wykresami, których nikt nie czyta — kilka stron, które mówią wszystko. Plus masz live dashboard w Looker Studio, jeśli chcesz podglądać na bieżąco.

Google Ads to system reklamowy Google. Płacisz za to, żeby Twoja firma pojawiła się na górze wyników wyszukiwania, kiedy ktoś szuka Twojego produktu lub usługi. Płacisz za kliknięcie — nie za wyświetlenie. Ktoś wpisuje „hydraulik Wodzisław" — Twoja reklama jest pierwsza. Kliknął? Zapłaciłeś np. 3 zł. Nie kliknął? Nic nie płacisz. To najprostszy sposób na szybkie zapytania z internetu.

Nie. Możesz zacząć od niewielkiego budżetu i go skalować, kiedy zobaczysz, że to działa. Lepiej wydać 2000 zł i wiedzieć, że przynosi klientów, niż 10 000 zł na ślepo. Na starcie testuję z mniejszą kwotą — optymalizuję, szukam najlepszych fraz — i dopiero potem zwiększamy, kiedy wiemy, co działa.

Wynik Jakości to ocena Google (1-10) dla Twojego słowa kluczowego. Bierze pod uwagę, jak trafna jest reklama, czy strona docelowa odpowiada na to, czego ktoś szukał, i jaki jest CTR. Wysoki wynik = płacisz mniej za kliknięcie i jesteś wyżej. Niski = przepłacasz. To mechanizm, dzięki któremu dobrze ustawiona kampania kosztuje mniej niż byle jaka.

Konwersja to moment, kiedy ktoś robi to, na czym Ci zależy — wysyła formularz, dzwoni, kupuje. Śledzenie konwersji to system, który mierzy, ile takich akcji przyniosła kampania. Bez tego nie wiesz, czy reklama działa — widzisz kliknięcia, ale nie wiesz, czy ktoś z nich kupił. Ustawiam to na starcie, bo bez tego nie da się optymalizować.

Jak to wygląda u mnie: Ustawiam śledzenie formularzy, telefonów i zakupów. Widzisz dokładnie: ta fraza przyniosła 5 zapytań, ta — zero. I na tej podstawie optymalizuję.

Remarketing to reklamy, które „chodzą" za ludźmi, którzy byli na Twojej stronie, ale nic nie kupili. Wchodzą na Twoją stronę, wychodzą, potem widzą Twoją reklamę na innej stronie lub w YouTube. To działa, bo mało kto kupuje za pierwszym razem — ludzie potrzebują 3-5 kontaktów z marką. Remarketing to taki delikatny przypominacz.

CTR to „Click-Through Rate" — procent osób, które zobaczyły Twoją reklamę i w nią kliknęły. Jeśli reklamę zobaczyło 100 osób i 5 kliknęło — CTR wynosi 5%. Wysoki CTR mówi Google, że reklama jest trafna, i nagradza Cię niższą ceną za kliknięcie. Niski CTR = albo reklama jest słaba, albo celuje w złotych ludzi.

To słowa, na które NIE chcesz się wyświetlać. Sprzedajesz meble na zamówienie? Dodajesz „za darmo", „IKEA", „używane" jako wykluczające — bo ktoś, kto szuka darmowych mebli z IKEA, nie jest Twoim klientem. To jeden z najważniejszych elementów optymalizacji — źle ustawione wykluczenia = przepalony budżet na ludzi, którzy nigdy nie kupią.

Search (wyszukiwarka) — Twoja reklama pojawia się, kiedy ktoś aktywnie szuka tego, co oferujesz. To gorący lead. GDN (banery) — Twoja reklama pojawia się na innych stronach internetowych jako graficzny baner. To bardziej „budowanie świadomości" niż sprzedaż. Ja skupiam się na Search, bo tam są ludzie, którzy chcą kupić. GDN stosuję głównie w remarketingu.

Google Shopping to reklamy produktowe — wyświetlają się ze zdjęciem, ceną i nazwą sklepu na górze wyników wyszukiwania. Idealne dla sklepów internetowych. Ktoś szuka „buty do biegania damskie" — widzi Twój produkt ze zdjęciem i ceną. Klika i trafia prosto na stronę produktu. Konwersja jest wyższa niż w zwykłych reklamach, bo klient widzi cenę, zanim kliknie.

PMax to rodzaj kampanii Google Ads, która automatycznie wyświetla reklamy we wszystkich kanałach Google — wyszukiwarka, Shopping, YouTube, Gmail, Discover. Google sam decyduje, gdzie i komu pokazać reklamę na podstawie Twoich celów. Brzmi jak magia? Trochę tak, ale wymaga wprawy — bo Google lubi tam wydawać budżet na wyświetlenia zamiast na konwersje, jeśli się go nie dopilnuje.

To jedno z najczęstszych pytań — i odpowiedź jest prostsza, niż myślisz. Google nie pokazuje reklamy cały czas każdemu. Budżet się rozłoży na cały dzień, lokalizacja może nie pasować, albo Google „nauczył się", że Ty nie klikasz, i przestał Ci ją pokazywać. Nie szukaj swojej reklamy ręcznie — to psuje statystyki. Zamiast tego patrz na dane w koncie: wyświetlenia, kliknięcia, konwersje. To mówi prawdę.

Budżet dzienny to kwota, którą mówisz Google: „tyle maksymalnie możesz wydać dziennie na tę kampanię". W praktyce Google czasem wyda trochę więcej jednego dnia i mniej innego — ale na koniec miesiąca wyrówna. Tak, możesz go zmienić w dowolnym momencie. I powinienmy to robić — zwiększać tam, gdzie działa, zmniejszać tam, gdzie nie.

Rozszerzenia — Google teraz nazywa je „komponentami" — to dodatkowe informacje, które pojawiają się przy reklamie. Numer telefonu, linki do podstron, adres, opinie, cena. Dzięki nim reklama zajmuje więcej miejsca na ekranie i daje więcej informacji. Nie kosztują nic extra, a zwiększają CTR. Nie ma powodu, żeby ich nie używać.

Nie wygrywa ten, kto płaci najwięcej. Google bierze pod uwagę Twój Wynik Jakości razy maksymalną stawkę za kliknięcie. To się nazywa Ad Rank. Możesz płacić mniej od konkurencji i być wyżej — jeśli Twoja reklama jest lepsza, strona docelowa trafniejsza, a CTR wyższy. Dlatego optymalizacja ma sens — nie chodzi o przepłacanie, chodzi o lepszą robotę.

GTM to narzędzie, które pozwala dodawać i zarządzać kodami na stronie bez grzebania w kodzie źródłowym. Pixel Facebooka, śledzenie konwersji Google Ads, GA4, Hotjar — wszystko wrzucasz w jedno miejsce. Bez GTM każda zmiana kodu wymaga programisty. Z GTM — klikam, konfiguruję, publikuję. Szybciej, taniej, czyściej.

Jeśli wydajesz więcej niż 2-3 tys. zł miesięcznie i nie masz czasu siedzieć w koncie co tydzień — warto. Jeśli prowadzisz kampanię sam i nie jesteś zadowolony z wyników — warto. Jeśli nie wiesz, co to ROAS i CPA — zdecydowanie warto. Specjalista zaoszczędzi Ci budżetu tyle, ile kosztuje jego wynagrodzenie — a często znacznie więcej. Moja prowizja zwraca się z samej optymalizacji.

Nikt nie może tego zagwarantować. Google nie sprzedaje pozycji organicznych. Jeśli ktoś Ci to obiecuje — albo kłamie, albo ma na myśli pozycję na frazę, której nikt nie szuka. Serio, uciekaj.

To klasyk. Agencja zakłada konto na siebie, Ty nie masz dostępu do danych, a jak chcesz odejść — musisz zaczynać od zera. Twoje konto powinno być Twoje. Kropka.

Nie ma żadnej tajnej strategii. Jest robota: audyt, optymalizacja, treści, linki. Jeśli ktoś nie chce Ci powiedzieć, co robi za Twoje pieniądze — to albo nie robi nic, albo robi coś, czego powinien się wstydzić.

Rozumiem, że firma chce stabilność. Ale jeśli jedynym powodem, dla którego klient zostaje, jest kara — to nie jest współpraca, to pułapka. Dobra robota trzyma klienta, nie paragraf w umowie.

Raz na kwartał to nie raportowanie, to ignorowanie. W 3 miesiące można przepalić cały budżet i nie mieć pojęcia dlaczego. Minimum to raport co miesiąc — a Ty powinieneś mieć dostęp do danych na bieżąco.

Jeśli agencja mówi „3000 zł all-in" — zapytaj, ile z tego idzie na reklamy, a ile na obsługę. Często okazuje się, że na reklamy idzie połowa, a Ty myślisz, że 3000 zł pracuje na Twoje kliknięcia. Budżet i wynagrodzenie powinny być zawsze osobno.

Strona w tydzień? Może template z Envato ze zmienionym logo. „Pełna optymalizacja"? Co to znaczy? Porządna strona wymaga czasu — analiza, projekt, budowa, testy. Jeśli ktoś Ci obiecuje wszystko szybko i tanio, dostaniesz coś szybkiego i taniego. I za rok będziesz to przerabiał.

500 linków za 500 zł? To spam. Google to widzi, Google za to karze. Link building to budowanie relacji z porządnymi serwisami, nie masowe kupowanie wpisów na katalogach z 2008 roku. Jeden dobry link wart jest więcej niż 500 śmieciowych.

To tak, jakby mechanik powiedział „nie muszę otwierać maski, naprawię na odległość". SEO bez dostępu do strony to fikcja. Ktoś, kto nie potrzebuje dostępu, nie zamierza nic robić na stronie — a tam jest połowa roboty.

Brzmi imponująco? Sprawdź, jakie to frazy. „Najlepszy dentysta Wólka Kosowska otwarty w niedzielę z parkingiem" — jasne, że jesteś na to na pierwszym miejscu. Nikt tego nie szuka. Liczy się ruch i konwersje, nie ilość fraz w raporcie.

Nikt nie robi dobrze 15 rzeczy naraz. Jeśli ktoś oferuje wszystko — zastanów się, ile osób faktycznie nad tym pracuje. Często „zespół specjalistów" to jeden junior z checklistą. Lepiej wybrać kogoś, kto robi mniej, ale robi to porządnie.

Fajnie. Można ich zobaczyć? Pogadać z nimi? Zapytać o case study? Jeśli jedyny kontakt to handlowiec, który sprzedaje, a potem znika — to nie jest specjalista, to jest sprzedawca. Ty płacisz za efekty, nie za tytuły na stronie „O nas".

Pogadajmy. Serio, to nic nie kosztuje.

Napisz co Cię boli w internecie, a ja powiem Ci szczerze, czy mogę pomóc. Bez zobowiązań, bez nagabywania. Jak nie — to nie, bez urazy.

Nie lubisz formularzy?

Napisz albo zadzwoń. Odpowiadam w ciągu kilku godzin. Na maila — zwykle szybciej.

Konrad Klusek

Freelancer. Google Ads, SEO, strony www, analityka. Kraków, ale pracuję zdalnie z klientami z całej Polski.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce. Polityka Prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close